• Wpisów:11
  • Średnio co: 74 dni
  • Ostatni wpis:38 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 467 / 889 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
BILANS: 753/1138 kcal
-1,5 małej bułki graham z masłem, bo bieda w bursie
-mandarynka
-Makaron z sosem z kurczaka i warzywami (marchewka, brokuł itp)
-tost z pszennego chleba z żółtym serem

Trening: W sumie to brak. Czuję wszystko po wczoraj i przedwczoraj. Miałam wf, mieliśmy gibkość więc rozciągnęłam się dziś baaaardzo mocno, dalej czuje kolanka, aż mi się nogi trzęsą.

Więc dziś odpuszczę, poza tym funkcje termodynamiczne moim życiem i długa noc przede mną </3
 

 
Dzisiejsza waga: 57,6.
Super!
Ostatnimi czasy jak stawałam na wagę to zawsze pokazyłała minimum 58, raz nawet 59,4. Szok. Jest dobrze. Schudłam niby 0,9. Ale co tam, woda, ina faza cyklu, ble ble.

BILANS:1146/1138
-Mleko z kakao, płatki nesquik i 2 darści płatków owsianych
-Pół kiełbasy z jajkiem, malutko ale tłusto.
-Kotlet schabowy w panierce z ziemniakami
-Kalarepa. Warzywa są super. Miele tę kalarepę i czuję się najedzona.

Węgli tak jak chciałam: 109/199 gram.
Białko nawet dziś wysoko więc super:70/71
Tłuszczu za dużo, no ale cóż. 48/44

TRENING:
-Seks :))))
-150 pajacyków
-100 skrętoskłonów
-40 wykroków nóg na stronę
-40 podnoszenie hantla ok.4 kg
-50 spięć boków na stronę

Ten dzień był akurat super :)
Szkoda, że muszę jeszcze przepisać rozprawkę, wykąpać się, wyregulować brwi bo już strach z domu wyjść i na sam koniec czeka mnie nauka na angielski i dwa przedmioty zawodowe.
 

 
Trochę przesadziłam znów, ale zaliczyłam ćwiczenie...

BILANS: 1274/1138
Śniadanie: Jajecznica z szynką, kromka chleba pełnoziarnistego
Obiad: Chińszczyzna z makaronem, 1,5 sajgonki
Przekąska: 4 ciasteczka, 1/3 miseczki ryżu z warzywami i kurczakiem.
Kolacja: Shake(100ml mleka, banan i kiwi)

Trening: Łącznie: ok.400 Kcal.
-60 pajacyków
-50 skrętoskłonów
-700 kroków na skrętnym steperze
-Apka "Ćwiczenia w domu" ćwiczenia na brzuch dla początkujących

Teraz już tylko woda. Muszę jeszcze dziś napisać rozprawkę.

To pierwszy dzień kiedy zjadłam tyle białka ile chciałam, bo aż 70.4 gram, tłuszcz na styku 35.5/44 g możliwe. I niestety z tymi węglowodanami mam problem: 172.2/199. Chciałabym, żeby było tak koło 120 g. Postaram się zwracać na to więcej uwagi.

Jutro ważenie, aaaaa!! Jejku. Tyle czasu ważyłam się i uświadamiałam sobie ile tyje. Ale nic z tym nie robiłam. teraz coś ruszyłam. I modlę się o jakiś wynik ujemny,chociaż troszkę.

Jutro wrócę do internatu, więc będzie lepiej. W domu głupio mi odmówić, nie dość że rodzicom, to jeszcze sobie samej.

Dobranoc motylki, jeszcze kiedyś będziemy takimi laskami, że wszystkie te grubaski będą nam zazdrościć, a my będziemy sobie dziękować, że się nie poddałyśmy. Trzymajmy się mocno!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś stanowczo przesadziłam, ale to za sprawą pobytu w domu. Wróciłam. W końcu. Mój domek kochany, moje zwierzątka i wszystko moje! <3

Bilans: Szkoda pisać.
Było około 1450 kcal. Trochę za dużo, choć wiem, że wsinęłabym więcej.

Poważnie zastanawiam się nad dzisiejszym ćwiczeniem, ale chyba sobie odpuszczę, dojadę się jutro za te dwa dni przerwy.

Idę spać. Sen to najlepsza metoda na regenerację. Chyba czas ją wykorzystać. Motywujecie mnie. Jak tu weszłam, zrobiło mi się głupio przez tego twixa którego dziś zjadłam. Jutro tego nie zrobię na pewno. W niedzielę ważenie...
  • awatar CelestinDafne: Nie masz się czym przejmować. Jutro wyrobisz normę! Więc się nie przejmuj! Każdy kolejny dzień cię wzmocni! :)
  • awatar rzycie: dwa dni regeneracji po ćwiczeniach są spoko, tylko żebyś jutro wycisnęła z siebie jak najwięcej! powodzenia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Piszę to dziś, bo wczoraj dość długo się uczyłam i zabrakło mi czasu na wpis oraz niestety na ćwiczenia.
BILANS:
Śniadanie: Tost pełnoziarnisty z żółtym serem zrobiony przez mojego M.
II Śniadanie: pół małej bułki pszennej z dżemem.
Obiad: 6 pierożków ze śmietaną.
Kolacja: Pół tosta z chleba pszennego z serem.

O dziwo zmieściłam się limicie. Dzień znów ciężki. Czwartki zawsze są ciężkie. Moja motywacja do matematyki nie była dość wystarczająca, za to zaliczyłam biologię. Zawsze to godzinka...
  • awatar CelestinDafne: O! Matma mój wróg! Nie cierpię! Jutro poćwiczysz i będzie dobrze! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
BILANS:
śniadanie: Płatki lion z mlekiem i łyżką 5 zbóż.
IIŚniadanie: bułka sezamowa i płatki cornflakes.
Obiad: Racuchy z sosem truskawkowym. (Głupia bursa)
Kolacja: Dwie kromki z masłem i mandarynka.

Ćwiczyłam prze chwilkę. Według apki spaliłam około 150 kcal. A zjadłam: 997/1288 kcal do zjedzenia. Jestem z siebie dumna :)

Chociaż mogło być lepiej. Ciężki dzień jeszcze się nie skończył.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
BILANS:
Śniadanie: kanapka z dżemem, herbata z cytryną

II Śniadanie: 2 garści płatków kukurydzianych i niestety 3 małe kuleczki serowe, boże jaka ja głupia

Obiad: Troszkę ziemniaków, udka i buraczków. (Mieszkam w bursie i czasami jak mi nie smakuje to dojadam czymś innym żeby nie chodzić głodna) + mandarynka.

Kolacja: Dwie kromki z masłem i parówka z ketchupem

No i oczywiście czekoladka adwentowa :(

Aktywności żadnej, no chyba że mózg naprawdę wyciąga z organizmu dużo energii. Jeśli tak, to easy. Coś spaliłam na pewno.

Chodzę na praktyki około 20 min, więc spacer jakiś zaliczony.

Jutro ciężki dzień.
 

 
Nie bardzo wiem co zrobić. pisać bilanse, ćwiczenia. Spróbuję, ale obiecuję sobie, że jeśli zacznę przesadzać i popadnę w obsesję jak kiedyś to przestanę to robić. Nie chcę robić tego rodzicom i M. Będą się martwić, zbyt mocno ich kocham.

Tak więc, 4 grudnia 2017-dzień pierwszy.

BILANS:
Śniadanie: Płatki lion z mlekiem, herbata z cytryną.
II Śniadanie: 2x bułka z ogórkiem i serek waniliowy.
Obiad: Ryż z sosem warzywnym, kompot
Kolacja: Kanapka z twarożkiem i szczypiorkiem, ogórkiem. Herbata. Serek homogenizowany. Czekoladka z kalendarza adwentowego. Garść płatków kukurydzianych.

Czekoladka adwentowa. Brzmi śmiesznie, 18 lat i kalendarz adwentowy. Nie wiele osób wie, że jest to rodzaj postu i postanowienia adwentowego. W czasie adwentu jest post, więc ta jedna czekoladka jest jedyną słodką rzeczą jaką mogę zjeść.

Mam nadzieję, że uda mi się tak wytrzymać aż do wigilii.

Ćwiczyłam jakieś 30 min. Raczej rozciągnie, troszkę deska, pajacyki, przysiady. Tak ogólnie. Nie mogę przesadzić.

Do zobaczenia jutro! Motylki? Kochane? Jak chcecie, dobrej nocy :)
 

 
Ciągotki do pro any.
Chcę po prostu być chuda. Podobać się sobie.

Nie zrobię tego M. Chociaż bardzo bym chciała.
 

 
Ćwiczyć, nie ćwiczyć?

Pół klasy chorej. Może nawet już pół szkoły. Ja i moja odporność to wrogowie, prawie jej nie mam. Przesadzę z ćwiczeniami, zakwasy i za dwa dni grypa, łóżeczko i papa.

Wczoraj Turbo spalanie, hantel. Dziś chyba tylko joga i rozciągnie. Plany, planami, a słodycze w szafce czekają. Słaba wola? Lenistwo?

Brak zorganizowania. Uczyć się? Tracić czas? Uczyć się! Chcę się uczyć, ale tracę czas.

Gdy zacznę ćwiczyć i się wysypiać, przestanę zwracać uwagę na rzeczy absorbujące cenny czas. Dzień się ułoży. Pobudka, śniadanie, szkoła, obiad, odpoczynek, nauka, kolacja, nauka, trening, kąpiel, sen. Lecz potrzeba trochę dobrej woli i wiary w siebie.

Dwa lata związku i ciągłe pragnienie lepszej sylwetki przez cały okres związku. Przytyłam, choć mi tego nie mówi. Dla niego zawsze będę piękna. Ale dla siebie nie jestem, choć chciałabym być.

Czy joga to naprawdę ćwiczenia? Czy poprawię tym wygląd swojej sylwetki? Okaże się. Jeśli będę jogę uprawiać, a ja czas zatracam na telefon, głupie gry i fałszywych znajomych.

Ile bym dała, żeby było tak jak chcę. A od kogo to zależy? Ode mnie. Ode mnie samej. Mam swoje ciało, wiedzę i postępy w swoich rękach. Mogę wyglądać jak tylko zechcę, nie mam ograniczeń. Nie potrafię tego wykorzystać.

Plan na ćwiczenia? Brak. Byleby cokolwiek ćwiczyć. Jak zacznę na dobre to już poleci...
  • awatar Bad Bunny: Jakbym czytała samą siebie z tym nieudolnym organizowaniem czasu i systematycznosią. Oby kiedyś było lepiej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Smutna3012? Przybnębiające, owszem... Chociaż wcale tak nie jest. Nowe postanowienia-ćwiczę dwa dni, potem brak czasu i nic nowego się nie dzieje.

Dalej ta sama waga, a raczej wygląd i samopoczucie. Nauki za dużo jak na moje... nerwy. Tracę czas na bzdety zamiast to wykorzystać. Dostałam ogromną szansę od losu. Nie chcę jej stracić, chociaż obawiam się że niestety tak się stanie, lenistwo bierze górę.

Internat, mało pożywnego jedzenie, niedbałość. Dom, spełnianie pragnień, słodycze.

Dwa dni udane. Joga, krótkie cardio, jeden cukierek na 48 godzin-nie jest źle. Joga jest przecudowna. Poznałam ten rodzaj aktywności latem i rozwiało to moje przekonanie, że joga jest senna, nie męcząca i za prosta.

To pełen wyzwań, energii oraz zaangażowania sposób na nie tylko lepszą sylwetkę, ale także na pogodę ducha oraz odpoczynek psychiczny.